sobota, 11 czerwca 2011

RayBany


Siedząc z laptopem w Starbucksie przy Nowym Świecie stwierdziłam, że ja tutaj nie pasuję. Zapytasz, dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo nie mam iPhona i torby Burberry, no i oczywiście zapomniałam zabrać swoich Ray Banów z domu. Cholera, ale przecież ja ich nie mam!
Posiadanie iPhona, iPoda, czy markowych okularów oraz ubieranie się w określony sposób jest wyznacznikiem przynależności do danej grupy.
Nie jesteś fajny, bo wyglądasz inaczej niż ja - rzekła dziewczyna.
Nie mogę przyjaźnić się z Tobą, bo nie masz rurek od Armaniego, no i nie nosisz Vansów - powiedział pewien chłopak do swojego kolegi.

Wejście do grupy osób ubranych markowo przez osobę, która wygląda inaczej, jest bardzo trudne, a nawet niemożliwe. Nie lubimy Ciebie, bo wyglądasz inaczej niż my. Nieważne, że mamy wspólne pasje i zainteresowania, ale...
Jest to skrajny przykład tego, jak posiadanie pewnych przedmiotów pozwala przyjaźnić się z ludźmi. Chociaż nie wiem, czy w takiej sytuacji możemy mówić o przyjaźni???

Mam iPoda, iPhona i RayBany, a do tego chodzę do Sturbucksa na kawę. Jestem super... Czy na pewno???

Z jednej strony chcę być hippstereką, z drugiej chcę być taka schematyczna, dlaczego...bo potrzebuję akceptacji. Bo chcę, aby mnie postrzegano jako osobę fajną. Chcę by mnie kupiono, jak kawę w papierowym kubku z zielonym logo.

Siedzenie w Starbucksie wcale nie jest fajne. Nie jest to miejsce, które urzeka klimatem. Jest tu tak sterylnie, a kawa też w gruncie rzeczy nie należy do najlepszych, więc dlaczego tu siedzę...dlatego bo mam ochotę trochę się polansować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz