Tak sobie myślę, że w czasach, w których żyjemy, mamy bardzo duże pole do popisu w decydowaniu czy chcemy być częścią dużej czy małej społeczności. Możemy mieszkać w mieście, lub na bezludnej wyspie. Możemy mieć masę znajomych, a możemy ograniczyć się do kilku osób. Możemy pracować w knajpie, a możemy pracować na wsi przy zwierzętach. Itd. Itp. Mamy ten wybór.
Każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. Każdy z nas ma również gdzie indziej położoną granicę ilości i intensywności kontaktów z innymi ludźmi w ciągu dnia. W dodatku dzięki mediom mamy wybór, czy chcemy się z nimi widywać twarzą w twarz, czy tylko za pomocą np. smsa. To jeszcze jeden wybór.
Ja bardzo cenię sobie możliwość komunikowania się z pomocą aktualnej techniki. Jeżeli nie mam ochoty bądź czasu, nie muszę widywać się z nimi w twarzą w twarz. Do tego mogę skontaktować się z dużo większą ilością osób, zachowując zdrowie psychiczne, niż było by to możliwe na żywo.
Czy w takim razie nasze życie rzeczywiście jest przeludnione? Czy to nie urok naszej cywilizacji, że mamy możliwość obcowania aż (a może tylko) z taką ilością ludzi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz